Aktualności12 grudnia 201514:37
Radni ofiarami małej prowokacji dziennikarskiej? Kilku usprawiedliwionych

0
Reklama
Racibórz: - To dość sprawna akcja - tak prezydent Mirosław Lenk określił działania jednego z naszych Czytelników, który chciał się spotkać na dyżurach z raciborskimi radnymi (pisaliśmy o tym TUTAJ). Jak się jednak okazało, żadnego z nich nie było na miejscu w wyznaczonym terminie. Niektórych prezydent usprawiedliwia, innych zapyta o powód nieobecności, ale dziwi się też, że nie sprawdzono rajców opozycji, nazywając całe zamieszanie "małą prowokacją dziennikarską".
Ofiarami naszego Czytelnika padli radni koalicyjni klubu Razem dla Raciborza i Mirosław Lenk. Ani jednego nie było w wyznaczonym terminie i miejscu spotkań z mieszkańcami. - Nie ma tłumaczenia, że przez pół roku albo trzy miesiące nikt nie przychodził. Takie zachowanie nie jest dobre - mówi prezydent Mirosław Lenk, zapytany przez nas o to podczas ostatniej konferencji prasowej. Kilku jednak usprawiedliwia. W czasie dyżuru byli w Urzędzie Miasta na ogłoszeniu wyników głosowania na projekty zgłoszone do budżetu obywatelskiego. Z pozostałymi porozmawia, bo "chce poznać tło". Prezydent podkreśla, że ktoś "bardzo sprawnie objechał" punkty dyżurów i "szkoda, że nie sprawdził innych radnych", czyli tych z opozycji.


















































Komentarze (0)
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany