Reklama

Najnowsze wiadomości

Aktualności7 listopada 202608:30

Akt numer jeden. Pierwszy powojenny ślub w Raciborzu i nowy dom we Francji

Akt numer jeden. Pierwszy powojenny ślub w Raciborzu i nowy dom we Francji - Serwis informacyjny z Raciborza - naszraciborz.pl
0
Reklama
Racibórz:

Gdy latem 1945 roku do poniemieckiego Raciborza przybywali pierwsi przesiedleńcy ze wschodu, by na gruzach cudzego świata budować nowy dom, 25-letnia wówczas Raciborzanka Gertruda Kusch szykowała się do drogi w przeciwnym kierunku. Choć przetaczający się front rozdzielił ją z poznanym w czasie wojny francuskim robotnikiem przymusowym, a ona sama przetrwała wkroczenie Rosjan do Raciborza i więzienie w Bielsku, Alfred Gautier wrócił po ukochaną. Ich małżeństwo zapisano pod numerem 1 w pierwszej polskiej księdze ślubów i stało się dla Raciborzanki i jej męża początkiem poszukiwania domu tysiące kilometrów od Raciborza.

W przedwojennym Raciborzu, przy dzisiejszej ulicy Mariańskiej 76, mieszkała rodzina Kusch: Elisabeth, urodzona w Makowie (niem. Makkau), oraz Adolf, pochodzący z Gamowa (niem. Gammau). Mieli siedmioro dzieci – czterech synów: Josefa, Georga, Franza i Engelberta, oraz trzy córki: Marthę, Marię i Gertrudę. To właśnie syn Marii, Stanisław oraz córka Gertrudy, Marie-Thérèse, podzielili się rodzinną historią, której finał rozegrał się we Francji.

Gertruda Kusch urodziła się 9 listopada 1919 roku w Raciborzu, w dzielnicy Stara Wieś. Jej siostra Maria była od niej o siedem lat młodsza. Jak mówi syn Marii, Stanisław Szkoc, obie siostry łączyło coś więcej niż zwykłe siostrzane relacje, a ich więź umocniły doświadczenia z czasów wkroczenia Armii Czerwonej do Raciborza w 1945 roku - ukrywanie się przed Rosjanami i pobyt w więzieniu, z którego cudem uszły z życiem.

W 1944 roku Gertruda poznała w pracy mężczyznę - Francuza Alfreda Gautiera. Alfred urodził się 30 maja 1922 roku w Azay-le-Rideau we Francji. Marzył o tym, by zostać oficerem marynarki wojennej, dlatego podjął studia w Tulonie. Zwrot nastąpił w 1943 roku, kiedy podczas odwiedzin u matki w Marmande został zatrzymany i wywieziony wraz z grupą młodych mężczyzn na roboty przymusowe do Niemiec. Trafił do dzisiejszego Kędzierzyna, który wówczas należał do III Rzeszy i funkcjonował pod nazwą Heydebreck O.S. Wywózki Francuzów do pracy przymusowej były wtedy na porządku dziennym.

Pracował w jednym z zakładów chemicznych, w przemyśle farbiarsko-barwniczym. Niestety, potomkowie nie pamiętają, jakie dokładnie zajmował stanowisko. Pewnego razu uległ w pracy wypadkowi, w wyniku którego doznał urazu oka. Skierowano go do lazaretu - prowizorycznego szpitala wojskowego - gdzie jako pielęgniarka opiekowała się nim Gertruda.

Alfred i Gertruda zakochali się w sobie. Zaczęli spotykać się coraz częściej. Zachowała się fotografia przedstawiająca parę podczas wędrówki do Łubowic w 1944 roku. Jak relacjonuje Stanisław Szkoc, zarówno jego matka Maria, jak i Gertruda były zafascynowane twórczością Josepha von Eichendorffa. To właśnie w Łubowicach śląski poeta przyszedł na świat i spędził lata dzieciństwa. Alfred bywał także gościem w rodzinnym domu ukochanej przy Mariańskiej.

Szczęśliwe chwile przerwało wkroczenie żołnierzy Armii Czerwonej do Kędzierzyna 31 stycznia 1945 roku. Rosjanie zaczęli wywozić pracowników zakładu i mieszkańców w głąb ZSRR. Taki los spotkał dwóch kolegów Alfreda, również przymusowych robotników. Chcąc uniknąć zsyłki, Francuz ukrył się w Raciborzu, w domu rodziców Gertrudy przy Mariańskiej 76. Front zbliżał się jednak nieubłaganie. Alfred był tak przerażony, że w marcu, na krótko przed nadejściem Sowietów, zniknął z domu Kuschów. Uciekł ostatnim pociągiem odjeżdżającym z Chałupek w kierunku Pragi. Pan Stanisław wspomina, że rodzina uznała to za koniec wielkiej miłości - romans się skończył, chłopak przepadł, wrócił do Francji i tyle go widzieli. Przez myśl im wtedy nie przeszło, że nie uciekał przed uczuciem czy zobowiązaniami, lecz przed przetaczającym się przez te ziemie frontem.

Gertruda, Maria, ich rodzice oraz najmłodszy brat Engelbert pozostali na miejscu, gdy 31 marca 1945 roku Armia Czerwona wkroczyła do miasta. Przed nadejściem frontu wielu mieszkańców Raciborza i okolicznych wsi uciekło na zachód. Elisabeth i Adolf nie chcieli jednak opuszczać miasta - trzymał ich tu między innymi dom, który wybudowali w 1931 roku. Z kolei siostry nie wyobrażały sobie, by w tak niepewnym momencie zostawić rodziców i nastoletniego brata samych.

Po zajęciu miasta przez Rosjan powszechna stała się brutalna przemoc czerwonoarmistów wobec kobiet. W domu państwa Kusch zakwaterowało się jednak kilku radzieckich oficerów, co dawało nadzieję, że zwykli żołdacy nie będą się tam naprzykrzać. Mimo to Gertruda i Maria ukrywały się na poddaszu, a rodzice nocami potajemnie przynosili im jedzenie. Trudno było utrzymać taką tajemnicę na dłuższą metę - w końcu żołnierze odkryli kryjówkę sióstr. Doszło do szarpaniny i krzyków; jeden z czerwonoarmistów próbował zaatakować dziewczynę (rodzina nie pamięta dziś, którą z nich), lecz w ostatniej chwili powstrzymał go kwaterujący w domu oficer, stawiając napastnika pod ścianą. Karą za ukrywanie się na strychu było jednak dołączenie sióstr do pędzonego na wschód pieszego marszu kobiet. Wśród zatrzymanych znalazła się także ich sąsiadka, panna Durczok. Był kwiecień 1945 roku.

Gertruda i Maria nie wiedziały, dokąd zmierzają. Stanisław Szkoc wspomina relację matki, dla której najbardziej upokarzający w trakcie marszu był fakt, że nawet przy załatwianiu potrzeb fizjologicznych stał nad nimi strażnik z wycelowanym karabinem. Po kilku dniach pieszej wędrówki dotarły do Bielska, gdzie umieszczono je w dawnym więzieniu, zaadaptowanym na prowizoryczny punkt zborny. Stanisław przypuszcza, że miały trafić na przymusowe roboty w głąb ZSRR - los ten spotkał wówczas tysiące Górnoślązaków. Warunki były koszmarne: w ciasnej celi stłoczono około dziesięciu kobiet, a za toaletę służyło im jedno wspólne wiadro. Każdego dnia kolejna z uwięzionych musiała je wynosić. Choć brzmi to paradoksalnie, była to najbardziej wyczekiwana chwila, dawała bowiem jedyną okazję, by zaczerpnąć świeżego powietrza.

W międzyczasie w więzieniu wybuchł tyfus. Na kontrolę przyjechali przedstawiciele Czerwonego Krzyża. Strażnicy musieli się przestraszyć konsekwencji, bo niespodziewanie wypuścili całą trójkę - Gertrudę, Marię i córkę pana Durczoka. Wystawiono je za bramę na ulicę i zatrzaśnięto im wrota przed nosem. Zostawiono trzy dziewczyny mówiące po niemiecku, w obcym mieście, zupełnie same. Maria wspominała później Stanisławowi, że z bezradności pukały z powrotem w więzienną bramę, błagając, by je wpuszczono. Nie miały ze sobą nic, ani pieniędzy, ani dokumentów. Pozostawione same sobie, postanowiły wrócić do Raciborza pieszo.

Doświadczenia z drogi powrotnej były różne, jedni ludzie ich przepędzali, inni pozwalali przenocować w stodołach. Gdyby mówiły po polsku, spotkałyby się z cieplejszym przyjęciem. Pech chciał, że w trakcie powrotu Gertruda zachorowała. Maria wraz z sąsiadką podejrzewały, że zaraziła się panującym w więzieniu tyfusem. Gertruda nie była w stanie iść dalej, zaczęły więc szukać krewnych państwa Durczoków w Rydułtowach. Zostawiły chorą pod ich opieką, a same ruszyły w dalszą drogę do Raciborza, by powiadomić rodzinę o wszystkim, co się wydarzyło.

Z początkiem maja 1945 roku, gdy główny front już przeszedł, do drzwi domu przy Mariańskiej 76 niespodziewanie zapukał Alfred. Wytłumaczywszy powody swojej nagłej ucieczki, oznajmił Kuschom, że wrócił po Gertrudę. Jej jednak w domu nie było.

Rodzice i siostra wytłumaczyli mu, co spotkało jego ukochaną. Alfred natychmiast ruszył w drogę do Rydułtów, by sprowadzić ją do domu. Po latach Gertruda powtarzała dzieciom, że przyniósł ją stamtąd na rękach. W zrujnowanym Raciborzu brakowało jednak lekarstw, a apteki wciąż nie działały. By uratować Gertrudę, Alfred wyruszył po niezbędne medykamenty aż do Pragi. Wyprawa tam i z powrotem zajęła mu tydzień, ale wysiłek się opłacił, bo wkrótce Gertruda stanęła na nogi.

Para postanowiła się pobrać. 5 czerwca 1945 roku w kościele Matki Bożej w Raciborzu zawarli związek małżeński, a ślubu udzielił im ksiądz proboszcz Alojzy Spyrka. Mimo że w mieście wciąż stacjonowali Rosjanie, młodzi pragnęli uczcić ten dzień. Skromne przyjęcie zorganizowali u zaprzyjaźnionej rodziny Neumanów, którzy przed wojną prowadzili sklep ze słodyczami przy ulicy Kozielskiej. Maria opowiadała później synowi, że na weselnym stole pojawiły się jedynie kiszka, gotowane ziemniaki i herbata. Sama, by móc bezpiecznie uczestniczyć w uroczystości, przebrała się za staruszkę: włożyła tradycyjne mazelonki, zawiązała chustę na głowie i domalowała sobie czarne zęby, unikając w ten sposób zaczepek radzieckich żołnierzy. Spotkanie dobiegło końca, gdy stojący na czatach piętnastoletni Engelbert ostrzegł weselników przed zbliżającymi się do budynku Rosjanami.

Gertruda i Alfred, ze względów osobistych, planowali wyjazd do Francji. Zależało im więc na sformalizowaniu związku także przed urzędem stanu cywilnego. Polska administracja dopiero się wtedy tworzyła. 19 czerwca 1945 roku - zaledwie dziesięć dni po oficjalnym przejęciu władzy w Raciborzu przez Polaków - do domu Kuschów przy Mariańskiej przyszło dwóch urzędników z księgą stanu cywilnego. Spisali dane młodej pary i na pierwszej stronie nowego rejestru, pod numerem 1, wpisali akt małżeństwa Gertrudy i Alfreda Gautierów. Świadkami byli wspomniany Walter Neuman oraz Antoni Czekala. Był to pierwszy ślub zarejestrowany w powojennym, polskim Raciborzu.

Gautierowie wyjechali do Francji, choć nie bez problemów. Problemy z uznaniem małżeństwa napotkali ze strony władz francuskich. Dopiero gdy ciąża Gertrudy była widoczna, urzędnicy wydali zgodę i kobieta mogła w 1946 roku legalnie przekroczyć granicę.

We Francji Alfred pracował jako geodeta. Specyfika jego zawodu i konieczność prowadzenia pomiarów terenowych w różnych regionach sprawiały, że rodzina często zmieniała adresy. Ich ostatnią przystanią stało się Périgueux na południu Francji.

Gertruda zmarła 25 czerwca 1994 roku w Périgueux, a Alfred przeżył ją o blisko dwadzieścia siedem lat - odszedł 6 stycznia 2021 roku w Carcassone. Doczekali się dwóch córek. Jedna z nich, Marie-Thérèse, wspomina, że po 1958 roku wraz z rodzicami i siostrą regularnie przyjeżdżali samochodem do Raciborza. Ona sama sentyment do rodzinnych stron matki zachowała na zawsze i do dziś odwiedza miasto razem ze swoim kuzynem Stanisławem.

Dr Magdalena Wawoczny-Wilczek

Wywiady:
Stanisław Szkoc i Marie-Thérèse Boissel (z domu Gautier), Racibórz, 31.10.2026 r.
Fotografie i dokumenty z archiwum rodzinnego rozmówców

1g

1ag

Marie-Thérèse Boissel i Stanisław Szkoc obok domu rodzinnego przy Mariańskiej 76

2g

Gertruda Gautier we Francji

3g

Gertruda Kusch i Alfred Gautier w drodze do Łubowic jesienią 1944 roku

4g

Pierwsza strona z księgi rejestru ślubów z 1945 roku

5g

Świadectwo ślubu wydane przez proboszcza Spyrkę

6g

Dokument ślubu Gertrudy i Alfreda Gautier

Artykuł ukazał się w ramach cyklu "DOM – budowanie polskiej tożsamości miasta Racibórz po 1945 roku" - dziesięciu wkładek tematycznych w tygodniku Nasz Racibórz przygotowanych i dofinansowanych w ramach programu "Bliska kultura" Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Wydania archiwalne dostępne TUTAJ

zrzut_ekranu_2026-09-17_o_09.11.35

Autor: Magdalena Wawoczny-Wilczek, [email protected]

Bądź na bieżąco z nowymi wiadomościami. Obserwuj portal naszraciborz.pl w Google News.

Reklama
Reklama

Komentarze (0)

Komentarze pod tym artykułem zostały zablokowane.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Sport6 listopada 202607:00

Weekendowy Niezbędnik Kibica

Weekendowy Niezbędnik Kibica - Serwis informacyjny z Raciborza - naszraciborz.pl
0
(greh)
Reklama
Sport5 listopada 202620:27

Co za końcówka! Raciborzanki odrobiły straty i pokonały RMKS Rybnik [FOTO i WIDEO]

Co za końcówka! Raciborzanki odrobiły straty i pokonały RMKS Rybnik [FOTO i WIDEO] - Serwis informacyjny z Raciborza - naszraciborz.pl
0
Racibórz:

W szóstej kolejce ligi koszykówki kobiet U15 kibice zgromadzeni w hali OSiR w Raciborzu byli świadkami niezwykle emocjonującego spotkania. Miejscowy Minibasketball podejmował RMKS Rybnik. Choć po dwóch kwartach zdecydowanie bliżej zwycięstwa były przyjezdne, gospodynie nie zamierzały składać broni. Znakomita druga połowa, a przede wszystkim koncertowa czwarta kwarta, pozwoliły im odwrócić losy rywalizacji i zwyciężyć 67:47.

(greh)
Sport5 listopada 202611:44

Grali, lecz nie strzelali. Z Rymerem przegrali [FOTO]

Grali, lecz nie strzelali. Z Rymerem przegrali [FOTO] - Serwis informacyjny z Raciborza - naszraciborz.pl
0
Racibórz:

Środowe (04.11) spotkanie w Markowicach zapowiadało się jako jeden z najciekawszych meczów 13. kolejki III ligi wojewódzkiej trampkarzy. Naprzeciw siebie stanęły bowiem dwie najwyżej sklasyfikowane drużyny - miejscowy LKS 07 Markowice oraz lider tabeli, AP Rymer Rybnik. Gospodarze przez pierwszą połowę dotrzymywali kroku rywalom, jednak po przerwie goście przejęli inicjatywę i ostatecznie wywieźli z Markowic wysokie zwycięstwo.

Oskar Tomeczek
Reklama
Reklama
Reklama

Partnerzy portalu

DOM
Materiały RTK
Nasz Racibórz - Nasza ekologia
Regionalny Informator Ekologiczny
Dentica 24
ostrog.net
Szpital Rejonowy w Raciborzu
Ochrona Partner Security
Powiatowy Informator Seniora
PWSZ w Raciborzu
Zajazd Biskupi
Kampka
Reklama
Reklama

Najnowsze wydania gazety

Nasz Racibórz 06.11.2026
5 listopada 202618:41

Nasz Racibórz 06.11.2026

Nasz Racibórz 30.10.2026
29 października 202620:10

Nasz Racibórz 30.10.2026

Zobacz wszystkie
© 2026 Studio Margomedia Sp. z o.o.