Koniec mrzonek

Kończą się sny o Acapulco na Ostrogu. Magistrat wykosi tu trawę i przeprosi się z wędkarzami.
- Nie będę już ogłaszał przetargu na sprzedaż prawa użytkowania wieczystego ponad 30 ha wyrobisk pożwirowych na Ostrogu - zapowiada prezydent Mirosław Lenk. Niedawna licytacja została ogłoszona, bo dwóch raciborskich przedsiębiorców zapowiedziało, że chce tu zainwestować. Kiedy przyszło do składania ofert, wycofali się. Jak dotąd nikt nie chce wyłożyć za ten teren ponad miliona złotych.
Tylko wizje
Ostróg ma szczęście do wizji już od czasów PRL-u. Po zaprzestaniu eksploatacji żwiru, władze miejskie zadecydowały, że będą tu wielkie baseny. Przystąpiono do prac z wielkim rozmachem, rodem z NRD. Tempo było niezłe, bo dokładały się raciborskie zakłady pracy, wysyłając tu także swoich ludzi i sprzęt. Wielu co prawda się dziwiło, że ktoś buduje baseny obok wyrobisk, które taniej i łatwiej można było zaadaptować na potrzeby kąpielisk, ale miało być jeszcze lepiej, na chwałę systemu i włodarzy. Nie liczył się rachunek ekonomiczny, lecz wola partii - przewodniej siły narodu.
Na nieszczęście, zanim dokończono prace upadł PRL, zakłady się wycofały, część z nich dawno już splajtowała, zostały tylko ogromne połacie wylanego już betonu i setki raciborzan, którzy mimo zakazu latem chłodzą tu swoje ciała. Od lat 90. władze miejskie co rusz podchodziły do reaktywacji budowy, ale na gadaniu się kończyło, nie licząc wykonanej dokumentacji na system filtrowania wody w betonowych nieckach. Miała być przelewana z jednego stawu do drugiego. Zapał entuzjastów gasł, kiedy z kalkulatorem w ręku liczono koszty. Potem miasto uznało, że lepiej zbudować nowy basen pod Oborą. Dokonał tego ówczesny prezydent Adam Hajduk, w PRL-u szef społecznego komitetu budowy basenów na Ostrogu.
Czarodzieje
Wydawało się, że Hajduk zaczął i zakończył, a tu komunistycznego ducha obudził w poprzedniej kadencji Jan Osuchowski. Uznał, że ukoronowaniem jego misji w samorządzie będzie oddanie do użytku wielkiego ośrodka rekreacyjnego na Ostrogu. Wiekowy prezydent szybko przeniósł się z mentalności realnego socjalizmu do unijnego kapitalizmu i uwierzył, że za jego wizje zapłaci Bruksela. Zlecono wykonanie studium wykonalności i opracowano dokumentację. Kiedy okazało się, że cała inwestycja ma kosztować ponad 20 mln zł, czas prysł. Było wiadomo, że miasta nie stać na wydanie takiej kasy, tym bardziej, że co bardziej trzeźwi na umyśle ostrzegali, że UE nie da na to ani grosza.
Fanaberie Osuchowskiego kosztowały jednak miasto około 500 tys. zł i wydawało się, że w tym momencie do prezydenta uśmiechnie się szczęście. Pojawił się p. Marek, właściciel ośrodka Raj w Nieboczowach, które mają znaleźć się w czasy zbiornika Racibórz. Oświadczył, że chce Raju na Ostrogu i weźmie udział w przetargu na wydzierżawienie gruntów. Prezydent rozkazał przygotować wszystkie procedury, ale w ostatnim dniu składania ofert okazało się, że nie wpłynęła żadna. Właściciel Raju nie dogadał się bowiem z Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej w Gliwicach, który musi od niego odkupić nieboczowskie Acapulco. Problem w tym, że szacunki Marka i RZGW znacznie się różniły na niekorzyść tego pierwszego. Miała być duża kasa, wyszła mniejsza, za mała, by myśleć o inwestowaniu w Ostróg.
Wizjonerzy dopadli też prezydenta Mirosława Lenka. Dwóch przedsiębiorców z Raciborza chciało tu zainwestować duże pieniądze, wspomagając się środkami z UE. Jeden z nich to Roman Makulik, który uczynił prawdziwą perełke z zapyziałych Szymocic. Rozmawiał z prezydentem wówczas, gdy władze Nędzy, do której należy Aquabrax, zaczęły się zastanawiać, czy nie urealnić mu stawki dzierżawy. Miała znacznie wzrosnąć z przysłowiowej złotówki. Makulik nie krył, że z inwestowania w Szymocice może się wycofać i przelać swój impet na żwirownie. Ostróg miał być prawdopodobnie tylko straszakiem. Kiedy z władzami Nędzy udało się zawrzeć konsensus, żwirownie były już niepotrzebne. Prezydent ogłosił przetarg na sprzedaż użytkowania wieczystego terenu, ale nikt się nie zgłosił.
Kosiarka i wędki
- Pan Makulik zapowiedział, że chce jeszcze rozmawiać o Ostrogu we wrześniu, ale ja już się wyleczyłem z Acapulco. Tam trzeba potężnych pieniędzy. Nie widzę nikogo, kto je ma i zechce tu zainwestować. Ogłoszę kolejny przetarg jeśli zgłosi się poważna, duża firma - zapowiada Mirosław Lenk.
Z wizją wielkiej turystyki na Ostrogu przychodzi się więc pożegnać. Trzeba tu zainwestować około 20-30 mln zł. Nikt nie odzyska tych pieniędzy z biletów na plażę, piwa czy cukrowej waty i wynajmu kampingów w sezonie trwającym 2 miesiące. Wokół Raciborza działa ponadto kilka ośrodków, które zaspokajają zapotrzebowanie. Wychodzi więc na to, że będzie jak było, to znaczy nic. No może uparci będą tu łamać zakaz kąpieli, a ktoś nieodpowiedzialny od czasu do czasu postrada życie.
- Poleciłem Wydziałowi Gospodarki Miejskiej wykosić teren. Mogą tu wrócić wędkarze - mówi Lenk. Przed ostatnim przetargiem rozwiązano z nimi umowę i zmuszono do odłowienia ryb. Teraz znów, panowie, wędki w dłoń.
Grzegorz Wawoczny
Komentarze (0)
Aby dodać komentarz musisz być zalogowany