Obywatelska pomoc zakończyła się w gipsie. Raciborzanin walczy z urzędową biurokracją

Gdy nad osiedlem przeszła gwałtowna nawałnica, p. Karol ruszył na ratunek zalewanym ulicom, otwierając zatkane studzienki kanalizacyjne. Cena za tę obywatelską postawę okazała się wysoka: złamana ręka w nadgarstku, gips i… mur obojętności ze strony urzędników. Sprawa wywołała burzę, a w obronie poszkodowanego stanął były prezydent.
Letnie nawałnice niosą ze sobą nie tylko zalane piwnice i podtopione drogi, ale nierzadko również dramatyczne sytuacje mieszkańców, którzy próbują ratować swój dobytek na własną rękę. Przekonał się o tym p. Karol z Ocic, który w obliczu żywiołu postanowił działać zanim na miejsce dotarły służby miejskie.
W lipcowe popołudnie, gdy ul. Górna zaczęła znikać pod wodą, mężczyzna zaangażował się w udrożnianie studzienek kanalizacyjnych należących do miejskich zasobów. Działając w dobrej wierze i kierując się odruchem sąsiedzkiej solidarności, uległ nieszczęśliwemu wypadkowi – podczas otwierania kratki doznał złamania ręki.
Choć wydawałoby się, że w sytuacji urazu powstałego przy próbie ratowania mienia komunalnego sprawa skierowana zostanie do ubezpieczyciela, rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Wydział Komunalny Urzędu Miasta odmówił przekazania dokumentów do towarzystwa ubezpieczeniowego. W oficjalnym piśmie argumentowano, że działania p. Karola były samowolne oraz zagrażały bezpieczeństwu ruchu drogowego i pieszego, co zwalnia gminę z jakiejkolwiek odpowiedzialności. Urzędnicy wskazali mieszkańcowi drogę sądową, jeśli ten nie zgadza się z ich decyzją.
Takie postawienie sprawy spotkało się z ostrą reakcją. W obronie poszkodowanego mieszkańca wystąpił Mirosław Lenk – mieszkaniec dzielnicy, radny i były prezydent miasta. W interwencji skierowanej do prezydenta Jacka Wojciechowicza podkreślił, że biurokratyczna i surowa interpretacja przepisów całkowicie zabija lokalną inicjatywę oraz chęć niesienia pomocy.
„Moje doświadczenie podpowiada mi, że takie interpretowanie podobnych spraw powoduje brak zainteresowania mieszkańców miasta i w żadnym wypadku nie sprzyja pobudzaniu postaw obywatelskich i dobrosąsiedzkich” – zauważa radny. Zwrócił on również uwagę, że odmawianie prawa do wstępnej oceny zgłoszenia przez ubezpieczyciela i przymuszanie poszkodowanego od razu na drogę sądową jest głęboko niewłaściwe.
- Miasto stać na nowe płyty z piaskowca na Rynku, a nie stać ich na rekompensaty dla mieszkańca, który z powodu L4 poniósł straty - komentuje rozżalony p. Karol.
Historia p. Karola to głośny znak zapytania nad tym, jak samorządy traktują ludzi, którzy w kryzysowych momentach nie czekają z założonymi rękami na pomoc, lecz biorą sprawy w swoje własne ręce. Czy urzędnicy pochylą się nad sprawą ponownie, czy też obywatelska postawa pozostanie ukarana? Mieszkańci Ocic z pewnością będą uważnie obserwować finał tej historii.
Oto treść korespondencji
Racibórz, 04.08.2026 r.
Dotyczy: otwierania kratek ściekowych podczas nawałnicy.
W odpowiedzi na złożony przez Pana wniosek ustny w dniu 21.07.2026 r., dotyczący otwierania kratek ściekowych podczas nawałnicy, w wyniku czego doznał Pan złamania ręki w nadgarstku, uprzejmie informuję, że otwieranie kratek ściekowych przez osoby do tego nieuprawnione jest bezwzględnie zabronione i stanowi poważne zagrożenie w ruchu drogowym oraz pieszym.
W związku z powyższym za wspomniany uszczerbek na zdrowiu gmina nie ponosi odpowiedzialności.
Z up. PREZYDENTA MIASTA
Małgorzata Rudnicka-Głowińska
ZASTĘPCA PREZYDENTA
Szanowny Panie Prezydencie,
uprzejmie proszę o zwrócenie uwagi na zgłoszenie złożone w Wydziale Komunalnym Urzędu Miejskiego, dotyczące zaangażowania p. Karola – mieszkańca Ocic – w ograniczenie skutków zalania części Ocic (konkretnie ul. Górnej) ulewnymi deszczami w lipcu bieżącego roku.
Pan Karol jeszcze przed przyjazdem służb miejskich zaangażował się – według swojej wiedzy – w najlepszy sposób, otwierając niedrożne studzienki kanalizacyjne w ciągu ul. Górnej, w okolicy osiedla stanowiącego zasób mieszkaniowy gminy Racibórz. Niezależnie od oceny skuteczności działania, działał w dobrej wierze i wykazał się wzorową postawą obywatelską. Podczas otwierania studzienek doznał złamania ręki. Fakt ten zgłosił w Wydziale Komunalnym, sugerując prawo do skorzystania z ubezpieczenia miasta. Wydział Komunalny odmówił skierowania sprawy do ubezpieczyciela, twierdząc, że podjął działania samowolne, nieskuteczne i zagrażające bezpieczeństwu pieszych oraz kierowców.
Moje doświadczenie podpowiada mi jednak, że takie interpretowanie podobnych spraw powoduje brak zainteresowania mieszkańców miasta i w żadnym wypadku nie sprzyja pobudzaniu postaw obywatelskich i dobrosąsiedzkich. Nie oceniam skuteczności działań p. Karola, jednak uważam, że działał w dobrej wierze i wykazał się obywatelską postawą, która przynajmniej zasługuje na ocenę przez ubezpieczyciela. Twierdzenie, że jeśli się nie zgadza, może wytoczyć sprawę na drodze postępowania sądowego – bez oceny przez ubezpieczyciela – moim zdaniem jest niewłaściwe. Jeśli odmówi ubezpieczyciel, wtedy zgodnie z prawem będzie mu przysługiwało odwołanie do sądu.
Uprzejmie proszę o ponowne rozważenie wyżej opisanej sprawy.
Pozdrawiam,
Mirosław Lenk




Komentarze (8)
Dodaj komentarz