Reklama

Najnowsze wiadomości

Aktualności17 października 201408:27

9 tys. km w miesiąc, czyli autostopem z Raciborza do Iranu, by oddać hołd bohaterom

9 tys. km w miesiąc, czyli autostopem z Raciborza do Iranu, by oddać hołd bohaterom - Serwis informacyjny z Raciborza - naszraciborz.pl
0
Reklama
Racibórz:

W ciągu jednego miesiąca przebyli autostopem prawie 9 tys. km, łącznie skorzystali z pomocy 77 kierowców. Dwaj raciborzanie postanowili oddać hołd poległym na terenie Iranu Polakom, stąd też głównym celem wyprawy był Polski Cmentarz w Teheranie. O tym jak smakuje wielbłądzie mleko, jak wygląda noc na pustyni, o ciekawości świata i pasji podróżowania z celem opowiadają Michał Woś i Krzysztof Krzemiński.

Nasz Racibórz: Skąd w ogóle pomysł na taką wyprawę i kiedy on się zrodził? Jakie były główne cele podróży?
Krzysztof Krzemiński: W zeszłym roku marzyłem, żeby odwiedzić autostopem Gruzję. Nie zdążyłem zrealizować tego planu, jednak wschodnie kraje zaczęły mnie coraz bardziej interesować i stąd chęć zobaczenia Armenii i Iranu. Przed wakacjami spotkałem się z Michałem, który również zaczął jeździć autostopem, a te kierunki szczególnie mu się podobały ze względu na historię Polaków przebywających na tamtych terenach w ubiegłym wieku. Naszą motywacją była prosta ciekawość kultury tych państw, mentalności ludzi, a za sprawą Michała także oddanie hołdu naszym przodkom, którzy polegli na terenie Iranu w czasie tułaczki podczas II Wojny Światowej.
Michał Woś: Postanowiliśmy przy okazji przyjemnej dla nas podroży, zrobić coś pożytecznego, czyli oddać hołd poległym Polakom, mimo, że ich groby leżą tysiące kilometrów od ojczyzny - stąd obranie za  główny cel Polskiego Cmentarza w Teheranie.

NR: Czy zamierzone cele w 100% udało się zrealizować?
KK: To jest wyjazd, którym żyję do teraz, ciągle chce się wracać do tych miejsc i ludzi, więc twierdzę, że zdecydowanie tak, pomimo, że  nasze cele nie zawierały się na konkretnej liście.
MW: Mieliśmy niesamowite przygody, poznaliśmy wspaniałych ludzi, wróciliśmy do Polski cali i zdrowi, więc zdecydowanie tak, nawet jeśli po drodze zrobiliśmy drobne korekty planu... Np. z planowanego tygodnia w Gruzji zrobiły się trzy dni, więc do tego kraju zdecydowanie musimy wrócić - i to szybko, bo Gruzja z dnia na dzień staje się coraz bardziej zachodnia, tracąc swój niepowtarzalny klimat kaukaskiego państewka. Odpuściliśmy też wizytę nad Zatoką Perską - w zamian jadąc na środek pustyni - bo wszyscy Persowie pukali się w głowę, słysząc gdzie chcemy jechać. Mówili, że nawet oni jeżdżą w te rejony tylko zimą, a latem bywają tam tylko tamtejsi Arabowie i Beduini. 50 stopni Celsjusza w suchym pustynnym powietrzu jest do wytrzymania, w przeciwieństwie do 50 stopni w mokrym nadmorskim klimacie.

NR: Ile trwało planowanie wyprawy, opracowanie planu, jak wyglądał ekwipunek?
KK: W ramach wolnego czasu lubimy czytać blogi podróżnicze i chodzić na prelekcje innych autostopowiczów, dzięki temu sporo się dowiedzieliśmy. Samo planowanie było krótkie i dotyczyło głównie kwestii związanych z wizą. Omówiliśmy też ogólny szablon trasy, którą chcemy przejechać, jednak jeżdżąc autostopem modyfikuje się ją na bieżąco - wiele miejsc postanowiliśmy odwiedzić już w trakcie wyjazdu. Część z nich zobaczyliśmy wyłącznie dzięki uprzejmości ludzi, który się dla nas zatrzymali, a następnie spontanicznie oprowadzili po ciekawych zakątkach, czasem mało znanych dla turystów. Nie potrzebowaliśmy nic specjalnego - kilka par ubrań, namiot, karimaty i śpiwory. Swój bagaż zmieściłem w 26-litrowym plecaku, którego dotychczas używałem na weekendowe wyjazdy. Nosząc go całymi dniami byłem zadowolony z posiadania lekkiego ekwipunku.
Jedyną odmienną rzeczą była kartka w języku farsi (perskim), która tłumaczyła kim jesteśmy...  
MW:  ...za którą jesteśmy bardzo wdzięczni Gosi :) A przed wyprawą nawet nie mieliśmy czasu się spotkać - ja pracowałem w Warszawie, a Krzysiek był na Woodstocku - w Raciborzu byliśmy zaledwie dwa dni przed wyjazdem, więc właściwie kontaktowaliśmy się kilka razy przez Fb i telefon.  Zdjęcie do wizy robiłem w dniu wyjazdu rano:)

NR: Dlaczego wybraliście podróż autostopem?
KK: Autostop daje większe możliwości poznania danego kraju ze względu na kontakt z ludźmi. Poza tym sprawia, że znajdujemy się w niecodziennych sytuacjach. Wbrew pozorom do tej pory mam wyłącznie pozytywne wrażenia podróżując w ten sposób.

NR: Ile dni trwała wyprawa, ile kilometrów przemierzyliście? Jak wyglądały noclegi, posiłki...
KK: Prawie miesiąc - to krótki czas jak na taką trasę, dlatego spędzaliśmy go bardzo aktywnie. W Iranie wspomagaliśmy się nocnymi autobusami, bo Persowie praktycznie nie wiedzą, co to autostop i kierowcy sądzili, że łapiemy taksówkę lub nie potrafimy dotrzeć na dworzec autobusowy.
MW: Przejechaliśmy prawie 9 tys. km - sprawdziłem po powrocie, wliczając trasy nocnymi autobusami. Liczyłem też kierowców, którzy nas podwieźli - było ich dokładnie 77, z czego z większością pokonywaliśmy po kilkaset kilometrów.  
KK: Większość nocy spędziliśmy w namiocie. Szczególnie łatwo nocowało się w Iranie, ponieważ tam ludzie uwielbiają biwakować i namiot w centrum miasta nikogo nie dziwił.  Byliśmy też zapraszani do domów. Ludzie w tamtych regionach są niesamowici - naturalni, chętni do rozmów, gościnni i otwarci. Zawsze staraliśmy się przekonać, że mamy gdzie spać, ale domowa atmosfera, która panowała, sprawiała, że odmawiając wszyscy poczulibyśmy się nieswojo. Spędzając z nimi czas czuliśmy się jak dalecy krewni, a nie nieznajomi poznani przed paroma godzinami. Tradycyjnie część posiłków składała się z tego, co można bez obaw nosić w plecaku, oczywiście próbowaliśmy też pysznego lokalnego jedzenia. Miewaliśmy sytuacje, gdy byliśmy zaproszeni na herbatę, która okazywała się być pełnym obiadem.
MW: Właściwie nie było dnia, żebyśmy nie jedli normalnego ciepłego posiłku, czy to w małej lokalnej restauracji, czy w domach ludzi, którzy nas zaprosili.

NR: Czy były jakieś ciekawe, trudne, zaskakujące przygody w trasie lub już na miejscu?
KK: Przygód było mnóstwo, ciężko wszystkie wymienić, ponieważ każdy dzień wyglądał inaczej, ciągle zmieniał się krajobraz i poznawaliśmy wiele ciekawych osób. Dla mnie niezapomniane będą dni w mieście Yazd. Początkowo nie mieliśmy zamiaru tam jechać, a ostatecznie świetnie spędziliśmy czas. Razem z nowopoznanymi podróżnikami zwiedzaliśmy miasto, w nocy spacerowaliśmy po dachach połączonych ze sobą domów. Wszyscy pojechaliśmy także na pustynię i z pomocą kilku zbiegów okoliczności spotkaliśmy hodowców wielbłądów. Oprócz przepięknych widoków tamtejszej natury, mieliśmy okazję wypić świeże wielbłądzie mleko i posiedzieć przy herbacie gotowanej nad ogniskiem.
MW: Tak, zdecydowanie Yazd - miasto jakby wyjęte wprost z "Tysiąca i jednej nocy" Szeherezady. Małe, połączone ze sobą, typowo bliskowschodnie domki z niewielkimi kopułkami na dachach, tworzące cały labirynt, a nad nimi górujące perskie niebieskie meczety. Do tego noc na pustyni - nawet bardziej niż mleko wielbłąda (jak dla mnie paskudne w smaku!), wspominam przepiękne nocne gwieździste niebo - pewnie nawet w Bieszczadach próżno takiego szukać. Spadające gwiazdy liczyłem do 25, później już zabrakło mi pomysłów na kolejne życzenia :)

NR: Dlaczego postanowiliście zorganizować taką wyprawę?
Z oczywistego powodu - z ciekawości świata. Wcześniejsze wyjazdy i relacje innych podróżników przekonały nas, że dotrzeć w jakiekolwiek miejsce na Ziemi, także do - jak się błędnie nam wydawało islamskiego i zamkniętego - Iranu, to naprawdę nic trudnego. Po porostu trzeba wyjść na drogę w dobrym humorze%u2026 no i chwilę poczekać "na stopa" :)

NR: Czym się zajmujecie obecnie? Skąd się znacie?
Obaj studiujemy. Razem chodziliśmy do gimnazjum i pracowaliśmy w młodzieżowej radzie miasta, a poznaliśmy się na szkolnej wymianie polsko-tureckiej w 2005 r. Mieliśmy wtedy okazję spędzić u tureckich rodzin 2 tygodnie, a następnie przez taki sam czas gościć rówieśników w swoich domach. Dało nam to także okazję do porównania Turcji, którą widzieliśmy w tym roku, do ówczesnej.

NR: To może na koniec kilka wspomnień z odwiedzonych miejsc...
KK: Chętnie wracam do dnia w Turcji, gdy ze świeżo wbitymi w paszport wizami kierowaliśmy się do granicy z Iranem. Obrana trasa okazała się być małą, wąską, górską ścieżką, którą praktycznie nie jechał żaden samochód.
MW: A na mapie była zaznaczona, jako zwykła droga - jak się później okazało, mapa wyprzedzała trochę czas, bo droga była dopiero w budowie.
KK: No i dzięki temu "złapaliśmy" jednego stopa - betoniarkę. Później sporo kilometrów przemierzyliśmy pieszo, wśród gór pokrytych uprawami herbaty i pojedynczymi domkami. W końcu po kilku godzinach wypatrzyliśmy auto jadące w naszym kierunku. Okazało się należeć do Litwinów, których poznaliśmy dzień wcześniej w irańskim konsulacie.
MW: I właściwie nas wyratowali%u2026 Tym starym oplem astrą, ze wzmocnionym podwoziem, wjechaliśmy na wysokość 2505m n.p.m. - wyżej niż Rysy.
KK: Zaraz po przekroczeniu szczytu krajobraz zmienił się nie do poznania - skończyły się mgły i pola herbaty, a zaczęła sucha i spalona ziemia Kurdystanu. Wtedy poczułem, że w jednym momencie znaleźliśmy się w zupełnie innym regionie, który pozwoli nam zobaczyć, jak będą wyglądał krajobraz przez znaczną część naszej dalszej podróży.
MW: Ja z pewnością do końca życia wspominać będę jeszcze jedną chwilę - byliśmy zaproszeni na nocleg do pewnego domu, a że noc była gorąca wszyscy spaliśmy na rozłożonych w ogrodzie dywanach. I rano, gdy przesunąłem plecak, wyszedł spod niego%u2026  skorpion. Gospodarz domu po prostu wziął klapka - i zrobił ze skorpionem dokładnie to samo, co w Polsce robi się ze zwykłym pająkiem. Poza tym przygód było jeszcze całe mnóstwo - spotkani zaratusztrianie (wyznawcy starożytnej religii z kultem ognia), którzy zawieźli nas do zapomnianej wioseczki, z niesamowitym klimatem i%u2026 opuszczonym kościołem (w środku Iranu). Autostop w Armenii zabytkowym, 55-letnim Ziłem ze śpiewaczką operową. Nocleg w ruinach starożytnego pałacu, zaraz obok Hagii Sophii w Stambule. Piknik pod Teheranem z grupą 30 młodych Irańczyków. Zaproszenie na tradycyjną gruzińską Suprę, czy przepiękny wieczór w Isfahanie przy zabytkowych mostach, gdzie mieszkańcy miasta, co wieczór schodzą się, by uczestniczyć w swego rodzaju konkursie, na najpiękniejsze wykonanie tradycyjnych perskich pieśni. Ten śpiew przy akompaniamencie dziwnego fletu, przy zachodzącym słońcu nad zabytkowym, pięknie ozdobionym mostem, mam w uszach do dziś...

Rozmawiała Sylwia Prusowska

Film z podróży zobaczysz TUTAJ

Autor: Sylwia Prusowska, [email protected]

Bądź na bieżąco z nowymi wiadomościami. Obserwuj portal naszraciborz.pl w Google News.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Tagi:
Zobacz film

Komentarze (0)

Komentarze pod tym artykułem zostały zablokowane.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Partnerzy portalu

Materiały RTK
Regionalny Informator Ekologiczny
Dentica 24
ostrog.net
Spółdzielnia Mieszkaniowa
Szpital Rejonowy w Raciborzu
Ochrona Partner Security
Powiatowy Informator Seniora
PWSZ w Raciborzu
Zajazd Biskupi
Kampka
Fototapeta.shop sklep z tapetami i fototapetami na zamówienie
Reklama
Reklama

Najnowsze wydania gazety

Nasz Racibórz 30.01.2026
29 stycznia 202621:33

Nasz Racibórz 30.01.2026

Nasz Racibórz 23.01.2026
22 stycznia 202619:18

Nasz Racibórz 23.01.2026

Nasz Racibórz 16.01.2026
15 stycznia 202616:52

Nasz Racibórz 16.01.2026

Nasz Racibórz 09.01.2026
8 stycznia 202619:26

Nasz Racibórz 09.01.2026

Zobacz wszystkie
© 2026 Studio Margomedia Sp. z o.o.