130 lat Placu Zielonego. Tu zaczęła się historia raciborskiego warzywnictwa

11 sierpnia 1896 roku w Raciborzu otwarto targowisko warzywne na placu powstałym w miejscu dawnego klasztoru dominikanów. Mija właśnie 130 lat od tego wydarzenia. Plac, który do 1945 roku nosił nazwę Grünzeugmarkt, przez dziesięciolecia był jednym z najważniejszych miejsc handlu warzywami w mieście. Jego historia przypomina o czasach, gdy raciborskie „gemizy” trafiały nie tylko na śląskie targi, ale nawet do Berlina i Wiednia.
11 sierpnia 1896 roku na placu po raciborskim klasztorze dominikanów otwarto targowisko warzywne. Wcześniej miejsce to wykorzystywano między innymi do ćwiczeń musztry raciborskiego garnizonu ułanów. Po zmianie przeznaczenia plac otrzymał nazwę Grünzeugmarkt, czyli targ warzywny. Nazwa ta funkcjonowała do 1945 roku, a w polskim okresie miejsce określano także jako plac Zielony. Dziś formalnie jest to Plac Zielony, tradycyjne targowisko przy kościele św. Jakuba.
W XIX-wiecznym Raciborzu obowiązywał ścisły podział handlu. Mięso przeniesiono w 1896 roku do przebudowanej byłej ujeżdżalni, którą zamieniono na halę targową. Z Rynku na plac Marcelego, będący dziś częścią placu Długosza, przeniesiono handel drobiem. Na Rynku kramy mogły pojawiać się zasadniczo tylko podczas jarmarków.
Otwarcie targowiska warzywnego było jednak czymś więcej niż tylko zmianą organizacji handlu. Racibórz i okoliczne wsie były już wówczas ważnym ośrodkiem produkcji warzyw. Mieszkańców Starej Wsi, Proszowca czy Miedoni nazywano „szałociorzami” – od śląskiego określenia warzyw. Raciborskie „gemizy” zaczęły robić prawdziwą karierę.
Warzywa z okolic Raciborza trafiały na targi w wielu śląskich miastach. Kupowano je między innymi w Królewskiej Hucie, Bytomiu, Zabrzu, Katowicach i Rybniku. Przedsiębiorczy gospodarze docierali nawet do Berlina. Wsiadali w przejeżdżający przez Racibórz i Wrocław „sznelcug”, czyli pociąg ekspresowy z Wiednia do Berlina, zabierając ze sobą własne produkty.
O skali tego handlu świadczą zachowane relacje z ówczesnych „Nowin Raciborskich”. 2 listopada 1889 roku gazeta informowała, że na raciborski targ przywieziono aż 200 wozów kapusty, którą rozkupiono jeszcze przed godziną 10. Za kopę płacono do 8 marek.
Rok później informowano o targu nasion w sali Fraenkla. Kupców było tak wielu, że wystawiano szeroki wybór nasion, między innymi koniczyny, lucerny, tymotki, rajgrasu, seradeli, gorczycy, marchwi i ćwikły. Sprzedawcy zapewniali nawet o odpowiedzialności za ich kiełkowanie.
Raciborscy ogrodnicy potrafili także zaskakiwać rozmiarami swoich plonów. W 1892 roku gazeta donosiła o Ludwiku Klimie z Nędzy, który wyhodował pięć dyń, z których każda ważyła około 50 kilogramów. Redakcję szczególnie dziwiło, że tak okazałe okazy wyrosły „na piaskach nędznych”.
W 1893 roku w Raciborzu zorganizowano wielką wystawę płodów ogrodniczych. Popularność warzywnictwa była tak duża, że informacje o nim regularnie pojawiały się na łamach lokalnej prasy. Bywały też historie bardziej nietypowe. W 1892 roku „Nowiny Raciborskie” opisały kradzież wczesnych ogórków z ogrodu na Płoni. Skradzione warzywa odnaleziono u jednego z robotników – już zakiszone.
Pod koniec XIX wieku raciborskie warzywnictwo było już ważną gałęzią lokalnej gospodarki. 17 czerwca 1891 roku gazeta informowała, że rolnicy ze Studziennej wywozili sałatę na targi do Ostrawy. Rok później pojawiły się informacje o eksporcie raciborskich warzyw do Austrii.
Największy rozkwit nastąpił na początku XX wieku. W 1914 roku z Raciborza ekspediowano tygodniowo około 50 wagonów warzyw. Produkcja obejmowała setki gospodarstw i działek. Raciborskie warzywa żywiły mieszkańców przemysłowych miast Górnego Śląska, w tym tysiące górników i hutników.
Po podziale Górnego Śląska w 1921 roku sytuacja stała się znacznie trudniejsza. Dotychczasowe rynki zbytu znalazły się po polskiej stronie granicy, a raciborscy producenci musieli mierzyć się z nowymi przepisami celnymi. Liczba wysyłanych z Raciborza wagonów warzyw spadła z około 50 tygodniowo do 20.
W 1925 roku powstało Górnośląskie Towarzystwo Ogrodników, skupiające ponad 220 producentów i 34 handlarzy. Organizacja próbowała ułatwić eksport warzyw do Polski, między innymi poprzez pomoc w załatwianiu formalności celnych.
Trzy lata później w Raciborzu powstała spółdzielnia „Ogrodnik”, która również zajęła się organizacją sprzedaży warzyw. Jej działalność miała szczególne znaczenie w czasach, gdy handel między niemiecką i polską częścią Górnego Śląska wymagał pokonywania coraz większej liczby barier administracyjnych.
W 1929 roku utworzono natomiast spółkę „Górnośląskie Warzywnictwo”. Jej udziałowcami byli między innymi magistrat Raciborza, Górnośląskie Towarzystwo Ziemskie oraz opolska Izba Rolnicza. Spółka zajmowała się organizacją zbytu raciborskich warzyw i owoców na rynku niemieckim.
Po 1945 roku tradycja raciborskiego warzywnictwa szybko się odrodziła. Już wiosną mieszkańcy okolicznych miejscowości wracali na pola. Gdy w 1946 roku regularnie zaczęła kursować kolej, warzywa z Raciborza ponownie ruszyły na targi w Rybniku i Rydułtowach. Wcześniej przewożono je samochodami, co było jednak rozwiązaniem dostępnym tylko dla części producentów. Kolej pozwoliła na handel także kobietom, które ruszały w drogę z koszami pełnymi warzyw.
Tradycja przetrwała do dziś. Mieszkańcy podraciborskich miejscowości nadal zajmują się uprawą warzyw, a Plac Zielony przy kościele św. Jakuba pozostaje jednym z symbolicznych miejsc lokalnego handlu.
130. rocznica otwarcia targowiska warzywnego to więc nie tylko okazja do przypomnienia historii jednego z raciborskich placów. To także historia całego regionu – gospodarzy, ogrodników, handlarzy i kobiet z koszami, którzy przez dziesięciolecia budowali markę raciborskich warzyw. „Szałociorze” byli częścią gospodarczego krajobrazu Raciborza na długo przed tym, zanim na placu po klasztorze dominikanów oficjalnie otwarto Grünzeugmarkt.
Źródło fotografii: Muzeum w Raciborzu, kolekcja Henryka Sowika, animacja wideo na FB wykonana użyciem AI















Komentarze (5)
Dodaj komentarz