Administrowanie schyłkiem. Racibórz traci karty w rozgrywce o przyszły kształt regionu

Upadek Rafako, wyprowadzka Henkla i drastyczne tąpnięcie w statystykach urodzeń to „czarne łabędzie”, które nadleciały nad historyczną stolicę Górnego Śląska. Zbliżając się do granicy 40 tysięcy mieszkańców, Racibórz traci nie tylko kapitał ludzki, ale i karty w rozgrywce o przyszły kształt regionu. Podczas gdy władze miasta wciąż skupiają się na tematach drugorzędnych, sąsiednie gminy będą mogły szukać swojego miejsca w orbicie Gliwic, Opola czy Czech. Im później miasto dokona rewizji swojej strategii, tym trudniejszy będzie powrót z prowincjonalnej izolacji, w której Racibórz przestał być dla powiatu istotnym punktem odniesienia.
Upadek Rafako, wyprowadzka Henkla – jednej z ikon polskiej prywatyzacji – oraz gwałtowne tąpnięcie w statystykach urodzeń przy jednoczesnym szybkim starzeniu się społeczeństwa to czarne łabędzie, jakie nadleciały nad historyczną stolicę Górnego Śląska. Jeszcze pięć lat temu mało kto obstawiał taki scenariusz. Ostatnie dwa lata gwałtownie pogorszyły raciborskie perspektywy.
Zbliżając się do granicy 40 tys. mieszkańców, Racibórz traci nie tylko kapitał ludzki, ale i karty w rozgrywce o to, jak będzie wyglądał region w niedalekiej już przyszłości. Tąpnięcie demograficzne oraz upadek kluczowego zakładu, jakim było Rafako, wyprowadzka Henkla, a także nieuchronna reforma administracyjna stawiają przed miastem nowe wyzwania. Im później Racibórz zrewiduje swoją strategię, tym gorzej – dla gmin powiatu raciborskiego miasto szybko traci status ważnego ośrodka. A bez blisko 100-tysięcznej skali powiatu, sam 45-tysięcy Racibórz niewiele znaczy.
Bez Rafako i Henkla trudniej będzie zbilansować budżet, który ugina się pod kosztami rozdmuchanej sieci szkół. Polska Grupa Zbrojeniowa widzi co prawda w fabryce przy ul. Łąkowej miejsce do wzmocnienia Jelcza i produkcji pojazdów, ale trwale chce rozwijać bazę produkcyjną niedaleko Wrocławia, co stawia pytania: co w dłuższej perspektywie stanie się ze spadkiem po upadłym Rafako, które budowało po wojnie polską energetykę i zapewniało miastu stały dopływ kadry inżynierskiej?
Jednocześnie nic nie słychać o chętnym na przejęcie zamkniętej fabryki Henkla, z której wywieziono linie produkcyjne. Mieszko buduje nowy zakład, ale to skumulowanie w jednym miejscu rozproszonej dotąd produkcji. Sunex, ostatni giełdowy gracz z naszego miasta, notuje spadki sprzedaży i próbuje odnaleźć się na coraz trudniejszym rynku, widząc – jak tysiące polskich firm – szanse w zbrojeniówce.
Rynek wyczekuje na efekt rozmów właściciela Eko-Okien z potencjalnym inwestorem, snując domysły o możliwej redukcji zatrudnienia. Z perspektywy ostatnich dwóch dekad widać, że wyrosły na obrzeżach Raciborza gigant miał duży wpływ na rynek pracy, dając 15 tys. miejsc pracy, ale też podnosząc zabójczo próg konkurencji dla szeregu małych i średnich przedsiębiorstw, ograniczając ich rozwój. Nie wpłynął też na zahamowanie procesu wyludniania i szybkiego starzenia się miasta. Pokazał, że lokalny kapitał ludzki jest w stanie przemieszczać się do miejsca pracy na odległości rzędu 50 km.
Wspomniany Sunex w lutym rozpoczął przegląd opcji strategicznych. Spółka analizuje możliwości rozwoju i wykorzystanie zaplecza produkcyjnego. W tym samym czasie radni w Raciborzu zajmowali się działalnością schroniska dla bezdomnych zwierząt. Przyjęty w grudniu zeszłego roku plan pracy gremium kierowanego przez Mirosława Lenka nie zapowiada podjęcia w tym roku przez rajców tematów trudnych i coraz bardziej palących. Będzie maglowanie tych samych obszarów (opieka społeczna, oświata, bezpieczeństwo itd.) jak co roku, bez sięgania do gospodarki i strategii rozwoju, jakby kurczenie się bazy podatku od nieruchomości czy trudności w sprzedaży terenów inwestycyjnych były mniej ważne od – dajmy na to – zapowiadanej na czerwiec dyskusji o działalności strażaków i strażników miejskich, a właściwie o cyfrach, które przedstawią. Zmienił się ostatnio zarząd Raciborskiej Izby Gospodarczej, częściej niż zwykle prezydent spotyka się z przedsiębiorcami, a ci wypełniają Urban Lab przy pl. Dworcowym. To sygnał, że mocne wejście w polityką gospodarczą jest dziś oczekiwane. Dobrze ułożona strategia wymaga czasu, a efekty też nie przyjdą od razu.
W ciągu najbliższych lat na agendzie rządowej i sejmowej w Polsce stanie reforma administracyjna, bo Polski nie stać na 2500 gmin. Kurczące się i starzejące miasta powiatowe i miasteczka oraz gminy wiejskie nie będą w stanie udźwignąć ciężaru finansowania zadań, w których po zamknięciu większości szkół na czoło wysunie się chociażby opieka geriatryczna. Ktoś przecież i za coś będzie musiał wspierać korpus seniorów.
W Raciborzu średni wiek kobiet to 42,4 lata. Już co piąty mieszkaniec jest w wieku poprodukcyjnym. Udział 22 proc. ludności w wieku 65+ (przy średniej dla Śląska wynoszącej 21 proc.) odpowiada zaledwie 13,1 proc. dzieci w wieku do 14 lat.
W XIX wieku rewolucja przemysłowa wyniosła Racibórz do rangi znaczącego ośrodka, bo miasto postawiło na komunikację, ponosząc ogromne koszty doprowadzenia kolei, intensywnie poszukiwało inwestorów, oferując tanie tereny, kładąc jednocześnie duży nacisk na rozwój małej i średniej przedsiębiorczości. Ta dynamika rozwoju zasysała ludność z podraciborskich wsi. Dziś miasto nie ma już tego magnetyzmu.
Po plebiscycie, kiedy niemiecki wtedy Racibórz stracił rynki zbytu w II RP, co doprowadziło do upadku dużych zakładów dominującego wtedy przemysłu tytoniowego oraz kłopotów firm takich jak Hegenscheidt, to właśnie rodzinne biznesy pozwoliły przetrwać miastu okres Republiki Weimarskiej i III Rzeszy. Bez dostępu do rynku górnośląskiej aglomeracji Racibórz nie osiągnął już takiej dynamiki rozwoju jak za czasów Augusta Bernerta, któremu udało się dwukrotnie zwiększyć liczbę mieszkańców. Współcześnie mamy podobne wyzwania i błędne przekonanie, że tylko pojawienie się dużego gracza może cokolwiek zmienić. Owszem, wzmocni miasto, ale to gęsty krajobraz małych i średnich biznesów zapewni stabilizację.
Dziś Raciborzowi ubywa kolosów, a liczba aktywności gospodarczych pozostaje w miejscu. Władze miasta od lat nie rozwinęły strategii budowania kultury startupów. Akademia Nauk Stostowanych, jedyne dziś miejsce, które ściąga do Raciborza młodych ludzi z regionu, ma wsparcie władz, ale tylko werbalne. Nie idą za tym środki, ani wspólne projekty infrastrukturalne. Kampus, który mógłby być wizytówką, tkwi w czasach SN-u. Za to kolejny raz ma być przebudowywany rynek.
Pod sztandarem aktywizacji społecznej w ramach budżetu obywatelskiego powstała niezliczona ilość placów zabaw, skwerków i wydarzeń, które tylko wysysały z budżetu pieniądze, nie przyczyniając się w ogóle do wzmocnienia potencjału. Przykładem absurdu jest niezrealizowany dotąd z powodu kosztów plac zabaw na zapleczu ulicy Długiej, przy której mieszkają sami seniorzy.
W dobie bezwzględnej konkurencji o kapitał ludzki sąsiedzi będą nam tylko kibicować w tym administrowaniu schyłkiem, bo to przecież w ich interesie.
Dziś można dostrzec jak powoli dogorywa idea subregionalna z Rybnikiem na czele. Dawna stolica ROW-u coraz wyraźniej widzi, że będzie zapleczem rozwijających się Gliwic – śląskiej stolicy high-techu. W Raciborzu tymczasem do rangi fetyszu urósł nowy ślad drogi do Rybnika, z perturbacjami wokół likwidacji nieczynnej od lat linii Olza-Markowice. Tajemnicą poliszynela jest, że po odnowieniu drogi do Rybnika na odcinku Rzuchów-Rydułtowy pieniędzy na nowy ślad DW 935 najprawdopodobniej nie będzie, bo obecny wystarczy na skomunikowanie kurczącego się Raciborza.
Temat dobrego połączenia z Rudami, Gliwicami i A4 jest natomiast „w przysłowiowym lesie”, bez nawet wyraźnej determinacji w planowaniu przestrzennym. Nowy most Grzegorzowice-Ciechowice usprawni komunikację, ale miejscowym mieszkańcom i rolnikom. Odciąży ruch w Raciborzu z DK 45 na Opole w kierunku na Gliwice, a w przyszłości pozytywnie wpłynie to na potencjał rozwoju gmin Kuźnia Raciborska, Nędza i Rudnik, które zyskują nową oś komunikacyjną.
Nędza i Kuźnia Raciborska mają na zapleczu krwioobieg gliwicki i... pustawą kroplówkę raciborską. Na moście zyskają też dynamiczne Pietrowice Wielkie, które będą teraz mogły szukać rozwoju na kierunku gliwickim oraz kędzierzyńsko-kozielskim i opolskim. We współpracy ze Starostwem Powiatowym modernizują na potęgę swój układ drogowy. Opolszczyzna to co prawda nie ten potencjał, co województwo śląskie, ale Racibórz to nie Katowice. Opole czy Nysa notują zresztą sukcesy w pozyskiwaniu inwestorów. Powiat nyski to dziś trzecie miejsce w rankingu najszybciej rozwijających się powiatów ziemskich w Polsce według Pulsu Biznesu.
Położone na obrzeżach aglomeracji ostrawsko-opawskiej gminy Krzyżanowice i Krzanowice, z dobrze rozwiniętym partnerstwem polsko-czeskim, doświadczone w pozyskiwaniu środków pomocowych, mogą widzieć się w przyszłości jako dobre miejsca do życia, do prowadzenia biznesu, z dużym czeskim rynkiem pracy na wyciągnięcie ręki (w Ostrawie BMW ulokuje swoje centrum logistyczne na 1000 miejsc zatrudnienia) i dostępem do sieci dróg, dających dojazd dostęp do Austrii i Niemiec. Gmina Kornowac z kolei od dawna cieplej spogląda na Rybnik niż na Racibórz.
Racibórz potrzebuje sąsiadów z powiatu, ale sąsiedzi Raciborza już niekoniecznie.
Racibórz nie może dłużej udawać, że nic się złego nie dzieje. Bez realnego zwrotu w stronę nowoczesnej przedsiębiorczości i bez zrozumienia, że rola Raciborza jako regionalnego hegemona właśnie wygasła, miasto nieuchronnie stanie się prowincjonalnym skansenem – odciętym od głównych arterii kapitału, za to z rekordową liczbą seniorów i pustymi halami po dawnych kolosach. Reforma administracyjna nie będzie dla Raciborza szansą, lecz wyrokiem, jeśli miasto nie wejdzie do gry o nową tożsamość z własną, agresywną strategią rozwoju.
Grzegorz Wawoczny
Czytaj także: Polskę czeka łączenie gmin. Tak mogłaby wyglądać nowa mapa Powiatu Raciborskiego




Komentarze (21)
Dodaj komentarz