Już po raz 17 Caritas działający przy parafii św. Krzyża w Studziennej oraz tamtejszy LKS organizują dzieciom i młodzieży półkolonie. – Większość z nich nie wyjedzie w tym roku na wakacje, dlatego dbamy, aby nie zabrakło im letnich rozrywek – mówi organizatorka Teresa Koloch
80 młodych mieszkańców dzielnic Studzienna i Sudół codziennie, przez dwa tygodnie uczęszcza na półkolonie zorganizowane w budynku LKS-u. Organizatorzy dbają, aby dzieci nie nudziły się i spędziły miło letni czas. – Większość z tych dzieci nie wyjedzie w tym roku na letni wypoczynek. Dlatego staramy się, aby i one miały miłe wakacyjne wspomnienia. Organizujemy im wycieczki, zajęcia plastyczne, ruchowe i rozgrywki sportowe – wylicza Teresa Koloch, organizatorka półkolonii w Studziennej.
– Wczoraj byliśmy na Górze Świętej Anny, przedwczoraj w rybnickim Multikinie na filmie wyświetlanym w 3D. Zwiedziliśmy też kościół w Tworkowie oraz Nysę. W ciepłe dni jeździliśmy na kąpielisko w Rybniku – dodaje wolontariuszka działająca w parafialnym Caritasie, Krystyna Paskuda.
Oprócz atrakcji uczestnicy półkolonii mogą liczyć na obiad oraz słodki deser. – Dzięki hojności mieszkańców naszej dzielnicy możemy codziennie przygotować dzieciom ciepłe posiłki, dbamy też, aby zjadły desery. Często pieczemy kołacze, uczestnicy lubią je najbardziej – zapewnia Krystyna Paskuda.
Uczestnikami półkolonii są dzieci od 5 do 16 roku życia. – Lipiec to okres żniw, gospodarze większość tego czasu spędzają na polu, nie mają wtedy gdzie zostawić dzieci. Dlatego zajęcia w LKS to najlepsze rozwiązanie. Zwłaszcza, że miasto daje na nie pieniądze. A dzieci chętnie w nich uczestniczą – podkreśla Eugeniusz Wyglenda, radny miejski pochodzący ze Studziennej. O bezpieczeństwo dzieci dba 16 wolontariuszy, a posiłki przygotowuje 8 kucharek.
Fajna sprawa też kiedyś uczęszczałem na takie półkolonie -miło to wspominam:)
milka 31-07-2010 00:45:40
A cóż LKS wielce robi na tych półkoloniach. Pożal się - jedynie salę i boisko udostepniają. A szanowny radny się popisuje - nareszcie jakies słowo umie też z siebie wydusić, bo przez 4 lata w Radzie Miasta to niewiele powiedział. "Gratulacje" dla radnego!!!
A organizator no chwali się p. Koloch, ale z tego co wiem to w tym roku szkolnym była na urlopie dla poratowania zdrowia - i co nagle wyzdrowiała???? Rok szkolny trwa do końca sierpnia!!!
ze studziennej 31-07-2010 09:25:51
ale wy marudzicie, sami byście coś zorganizowali, albo przynajmniej pomogli!!!! a nie tylko siedzieli przez kompem i narzekali. Brawo dla organizatorów i wolontariuszy, dzięki wam dzieci będą miały miłe wspomnienia z wakacji.
do milka 31-07-2010 10:17:43
pani Koloch była na urlopie zdrowotnym, ale już w tym roku wraca do pracy, więc co Ty możesz na ten temat wiedzieć. a połkolonie są bardzo udane. :)
Andrzej 31-07-2010 11:44:00
Kiedyś sam chodziłem jako dziecko na te półkolonie, teraz chodzi tam mój syn. Wszystkie dzieci zawsze miło wspominają pobyt na półkoloniach. Pamiętam jeszcze półkolonie w 97, zaczęły się normalnie, na sali LKSu, i pewnego dnia rano jak zawsze szliśmy na salę (bo kto z dzieciaków słuchał komunikatów o powodzi w radiu?) a tu zdziwko, LKS zalany więc przeniesiono zajęcia na plebanię (potem trwały one jeszcze kilka dni dłużej by odciążyć rodziców którzy sprzątali domy po powodzi).
I wielkie dzięki pani Koloch za to, że jej się chce od tylu lat organizować półkolonie bo to napewno kupa roboty.
I to wcale nie zasługa LKSu (bo oni tylko sali użyczają a jakby nie chcieli, półkolonie odbywały by się w innym miejscu) a tym bardziej nie jest to zasługa pana Wyglendy który nie ruszył swoim paluszkiem by pomóc w organizacji tylko robi sobie kampanię na ciężkiej pracy innych ludzi (widać, spodobało się w radzie miejskiej? a co z Pana obietnicami sprzed wyborów?). Całe półkolonie, od samego początku to zasługa kilku pań którym się chce- pani Koloch, pani Basi, pani Krysi, pań kucharek (które mimo tego, że z roku na rok są słabsze, zawsze tam są) no i parafii z księdzem Szywalskim na czele.
Miasto zamierza nabyć u ujścia Psiny do Odry 21½ morgi gruntu pod oczyszczarnię i kanalizacyę. Grunt ten jest własnością kilku właścicieli, którzy zażądali od miasta 225 000 marek, na co miasto się jednak nie zgodziło, gdyż grunt ten jest w takiem położeniu, gdzie w każdym roku w czasie powodzi jest zalanym... - pisała 11 IX 1915 r. raciborska prasa.